zawsze jak gdzies z nimi jestem to pisze. wiec pisze. chodz wlasciwie nie ma o czym. pelen standard. tylko moralniaka mam gigantycznego i od czasu do czasu wale glowa w stol i krzycze "umre!" albo cos w tym stylu i mam ochote sie zapasc pod ziemie a juz conajmniej zmienic miasto. tylko to rozni wczorajszych chlopakow od normalnych chlopakow. niesmak mam taki.
zlepek cytatów:
z Mają:
-obrzygam Cię! mam na to papiery!
-czy mogę mieć ciaze pozamaciczna na kolanie? Paweł40
z Hubcia:
-i tak sobie fruwała (o galopujących suchotach)
-szczegolnie jesli Gienek jest w gimnazjum - no to po Gienku
- ale pani ma nazwisko! (o moim nazwisku)
z chlopakow:
- i ten poligon - na lewo!
- Klaudia mam dobra wiadomosc. jest kibel. zla jest taka, ze bedziemy musieli cie do niego wrzucic
-Pawel ty myslisz, ze ile ja mam wzrostu? - czy ja naprawde musze odpowiadac?
I tak BTW. Ten blog zmieni swoja formule. Po pierwsze i najwazniejsze wiekszosc swoich prywatnych wynurzen zachowam dla siebie. nie chce mi sie juz. po drugie, w ramach mojej absolutnej wkrety w moje boskie studia (z ktorych mnie w zwiazku z tym, w ramach zlosliwosci rzeczy martwych, najprawdopodobniej wyjebia) beda tu moje etno przemyslenia. i zaczne od tego:
na samym początku roku akademickiego, na inauguracji, miłościwie nam panujący szef instytutu etnologii, prof. Lech Mróz oglosil wszem i wobec "uważajcie. musicie być bardzo zakorzenieni w swoich domach". "Uniwersytet mówił", że np. jedna z doktorantek wyjechawszy na badania w krainy odległe i egzotyczne postanowiła tam pozostać i zajmować się wypasem owiec i praktykowaniem buddyzmu. I spodziewałam się , że o takie właśnie zakorzenienie miał na myśli profesor Mróz, żeby w trakcie wyjazdu w teren przez przypadek tam nie zostać. Ja u siebie obserwuję inne zjawisko (tak wiem, autonarracja, która do tej pory wydawała mi się tak bezsensowna). Tracę grunt. Wszystko w czym zostałam wychowana, moja wiara, sposób w jaki choruję, moje wartości a nawet mój gust jest wygenerowany przez kulturę. Nie ma obiektywnego dobra. Nie ma obiektywnej moralności. To, że ustępuję starszym miejsca w tramwaju jest defektem wepchniętym mi przez społeczeństwo i wcale nie powinnam czuć się z tym lepiej. Wiem, że w tym konkretnym przypadku możemy odnieść sytuację do uniwersalnego systemu wartości pt: nie krzywdź bliźniego, pomagaj mu. Ale nie ma uniwersalnego systemu wartości. A każda kultura jest dobra. Nie mam wpływu na to jakim jestem człowiekiem, to wszystko jest nacechowane. Niezależnie od tego jaką drogę wybiorę. Moje wyznanie ma w sobie wpisane dziesiątki innych wyznań i cechy kulturowe wszystkich innych religii. Reasumując: brak obiektywnych prawd określających np dobro czy zło, fakt, że sama byłabym idealnym przypadkiem w badaniach etnograficznych i świadomość, że nic co robię nie jest wyjątkowe trochę mnie przeraża i otępia. I zastanawia mnie kiedy to ja jestem badaczem a kiedy badanym.
| ()