opress praca fotoszok sportforum sportmaniak gadulek hostil poczta blogi modeleczki zaloty chlewik
x
crazy blog
Blog



zgubić za sobą ból, gorycz i żal w ostatnim skoku w nieskonczona dal [K. Wierzyński]

2010-03-11 | 14:58:28

boję się. wymięknę. znam swoje możliwości. wiem przecież z czym sobie mogę dać radę a czego wogóle nie dotykać bo to będzie strata mojego i czyjegoś czasu. wymięknę. nie dam sobie z tym rady. ani z onkologią sobie nie dam rady ani tym bardziej z onkologią w szpitalu bielańskim. nie dam sobie rady z wypadaniem włosów, z bólem, z pustymi oczami, z chemioterapią i wymiotami po niej, z pozycją embrionalna z suchymi dłońmi, z samotnością. przecież ja się rozpadnę zanim zdażę przestąpić próg tego pieprzonego szpitala bielańskiego.

 

pierdolę. nie dam rady. pierdolę. zrobię to po mojemu.

 

ale mimo, że straszne mam teraz dylematy, że się boję, dziękuję, że mi to pokazałeś. nie dowiedziałabym się o tym wszystkim sama. 

 

"i nikt nie pojmie szeptu ciemnych sal, w ostatnim skoku w nieskończoną dal"

[K.Wierzyński]

skomentuj | (1)



mam w dupie mam w dupie tyle lat juz o tym mowie

2010-03-05 | 04:44:28

 znam juz ten klimat, wiem co sie bedzie teraz dzialo.

 

zaczna sie zarciki w knajpach. najpierw pojedyncze, pozniej na zasadzie stalej reguly. widzialam juz jak sie to dzialalo w tym towarzystwie. pozniej generalnie przebywanie z ta soba, czy nawet kontakt z nia bedzie passe. jej sekrety beda wywlekana przy piwie, oczywiscie w ramach slusznego tlumaczenia dlaczego nie mozna bylo juz jej zniesc i byla taka okropna. znam te klimaty.

 

myslalam, ze bedzie inaczej. ze dorosly czlowiek zachowuje sie inaczej. coz. uczymy sie cale zycie.

 

wiec skasowalam jeden numer telefonu, jeden numer na gg, jedna galerie na gronie i mnie to zaczyna szczeze jebac. wczoraj mnie to kurewsko zabolalo , dzisiaj sie juz pozbieralam. nie mam zamiaru przez nikogo wiecej sie rozklejac.   nikt nie jest zmuszony do kontaktu ze mna. a wszyscy wiem , ze ja naprawde , naprawde w ostatecznosci skreslam ludzi. zreszta nawet nie skreslilam, ja po prostu sie poddalam i mnie to juz pieprzy. o tak to ugryze :)

 

-ja na Ciebie na deszczu, wilki jakies, umawialismy sie na ten film od lat ale jak nie, to nieeee eeeee eeee

 

skomentuj | (0)



tak jak teraz jest chcialbym aby bylo zawsze

2010-03-01 | 09:47:52

i znowu pare niemilych i drastycznych zmian w moim zyciu na drodze ku lepszej przyszlosci :) nie wazne.

 

nie jestem pod wplywem srodkow odurzajacych, po prostu malo spalam.

 

za tydzien... wroce na Saska Kepe. tj generalnie na Prage ale na Saska Kepe w szczegolnosci. Mam do niej ogromny sentyment. pewnie wpadne na łotewską 5 do dużego mieszkania pachnącego starością  i kresami. wyjdę tam na balkon i nieodłącznym atrybutem w tym miejscu (herbata z sokiem malinowym i lipa) i bede narzekać na deklinacje litewskie, na deklinacje rosyjskie i generalnie na deklinacje. Uwielbiam ten rejon saskiej tam wszystko jest wyjęte z kompletnie innej epoki. Później pojde w strone francuskiej. okolice francuskiej tez uwielbiam bo pachnie jak wszystkie Najpiekniejsze Miejsca jakie udalo mi sie w zyciu zobaczyc. Jednym slowem: pachnie smazonym tluszczem i drzewami. nie ma lepszej mieszanki zapachowej dla dobrej architektury. Pozniej pojde zwyciezcow, przecinajac saska, na ktorej wiadukt ma juz niejedno na sumieniu, w dol. i bede tak szla i szla dopoki sie nieznajde gdzies indziej. np na olszynce czego sobie nie zycze.

 

cala sztuka polega na tym zeby nie odchodzic od tego co sie kocha. cala sztuka na rozroznieniu tego co sie kocha od tego co nam nic nie daje, wewnetrznie nas nie wzbogaca. nie sadze , zeby przejmowaniem sie czyms bezsensownym mialo sens.

 

przylapalam siebie na etosie. tzn juz dawno ale teraz dopiero postanowilam to opisac. po pierwsze: etos miasta. Warszawy ale i nie tylko. obdrapane tynki, benzyna w kaluzy, ztm i takie tam. etos zapachow. ja wlasciwie sytuacje mojego zycia rozrozniam przez zapachy. jak sie dzieje cos waznego to zmieniam perfumy, uwielbiam zapach ziemi, uwielbiam zapach rembertowa (gotujacej sie papy) generalnie naprawde uwielbiam zapachy. i etos drogi. dazenia, podazania.

 

spelniam sie zyciowo :)

skomentuj | (0)



2010-02-23 | 13:51:05

jestem gleboko zasmucona.

 

z ciekawosci powlazilam sobie na rozne strony biograficzne roznych wykonawcow. sumujac: the bill zostal zalozony w 1986 w zwiazku z tym panowie sa juz ee...w zaawansowanym wieku srednim. muniek: rocznik 1963. Smalec z Zielonymi Zabkami zaczeli grac w 1988. poza tym smalec jest teraz krisznowcem , co juz wogole z deka abstrakcyjne. tj halo pancur spiewajacy o numerku w krzaczkach popylajacy na bosaka w szarawarach na scenie, pytajacy bramina co moze zagrac? dziwne. koncert byl piekny ale to po prostu deka dziwne dziwne. zreszta niech sobie wierzy w co chce to jego sprawa a ja i tak bede go kochac i pozadac. Wojtek Wojda (farben lehre) rok urodzenia 1966. dezertera nigdy nie lubilam wiec nie chce mi sie liczyc. Piotrek Wróbel (akurat) jest tylko 6 lat mlodszy od mojej mamy. a to przeciez taki "studencki" zespol. Blade Loki tez maja za soba 10 letni staz.

 

tzn ja sie zaczynam zastanawiac gdzie sie podzial mlody punk. znam jedna, jedna jedyna, punkowa kapele podworkowa. a to i tak tylko dlatego, ze jakos dziwnie sie zlozylo , ze roznymi drogami pilam wodke w buntowniczym wieku gimnazjalnym z 2/3 Jasnego Gwntu a 1/3 to kumpel mojego bylego wiec sila rzeczy jakos tam sami do mnie dotarli.

 

ja nie mam nic przeciwko wyzej wymieninym zespolom. wiekszosc z nich uwielbiam, nie moge sie bez nich obejsc, caly czas do nich wracam, chodze na ich koncerty. i swietnie sie bawie.. ale punk z zalozenia to mi sie kojarzy z mlodymi zbuntowanymi a nie 40-stoletnim przekwitnietymi. i sie zastanawiam co z tymi mlodymi, czy ja ich nie widze, nie obracajac sie w srodowisku, bo pancur przeciez ze mnie zaden, raczej sympatyk, czy naprawde nie ma juz mlodego punku.

 

jarocin juz od jakiegos czasu nie robi tego co robil z zalozenia - nie promuje debiutow. w zeszlym roku generalnie sklad byl naprawde do dupy ale istotne jest to, ze graja wielcy a nie mlodzi nie znani. no zobaczymy co bedzie w tym roku. jak znowu nie podniosa wejsciowki to chetnie sie wybiore.

 

Dzien Dobry Wiosno :)

skomentuj | (0)



a wtedy przed Tobą wtedy stanę sam na rękach

2010-02-18 | 02:23:39

poziom adrenaliny w dalszym ciągu niebezpiecznie wysoki.

 

jestem absurdalnie szczęśliwa. kompletnie absurdalnie biorąc pod uwagę, że za 3 godziny wstaję i mam dzień robienia wszystkiego. jestem szczęsliwa z tej adrenaliny. jestem szczesliwa, że nie dosypiam. jestem szczęśliwa, że wracam do domu tylko na krótkie noce. jestem szczęśliwa , że mam tyle pracy, że nie wiem w co mam najpierw włożyć ręcę a moja lodówka z braku używania zaczęłą sama chodzić. jestem szczęśliwa, że mam doły pod oczami takiej wielkości, że ostatnio w metrze usłyszałam komentarz "rany... taka młoda dziewczyna a ćpa i życie sobie marnuje". uwielbiam być tak zapieprzona. uwielbiam to. a za miesiąc doleci mi jeszcze kurs na przewodnika po cmentarzu żydowskim i będzie jeszcze fajniej! a później matura! a później sesja! kurcze! jak fajnie! jak fajnie zapomnieć o tym, że można spać do oporu! wpieprzanie się po ramiona w pracę daję mi niesamowitą siłę, niesamowitą moc. jestem silna. wiem czego chcę. moje cele, jak zwykle, nie są sprecyzowane co prawda na dalszą przyszłość ale to nic. to przecież nic.

 

więc mam siłę proszę Państwa. i swoją codziennością udowadniam, że jak mi na czymś zależy stanę na rękach i to osiągnę. bo znowu NIE MA dla mnie rzeczy niemożliwych. po prostu NIE MA. bo jestem człowiekiem, któremu sprzyjają gwiazdy, który ma fart, zajebistą pracę, zajebiste studia, zajebiste laboratorium, zajebiste mieszkanie, przezajebiste mieszkanie, przezajebistą rodzinę, przezajebistych przyjaciół i bo moje życie jest kompletnie idealne.

 

więc stoję na balkonie, po kostki w śniegu i śpiewam w duszy. dusza mi śpiewa. muszę coś zrobić Erneście z tym śpiewaniem. my musimy. bo ja mam wielką moc.

 

"ciała nasze diabłom zaprzedane"

 

skomentuj | (0)



ona nie mowi, nie mowi ani slowa

2010-02-12 | 17:37:29

,moje marzenie. tj zamknac od czasu do czasu morde i nic nie mowic :) taka refleksja.

 

karmie pancurka, ktory sie wlasnie obudzil, usmiecha sie do mnie, zapije kaca wczorajszej nocy woda z sokiem malinowym. on jest piekny. a ja jestem z nim szczesliwa. jest mi z nim dobrze. mimo, ze to zabawa na krotka mete o czym wiemy obydwoje. ale mamy magie w oczach, ktora moze dlatego jest tak piekna bo sie niedlugo skonczy. czasem mam ochote mu powiedziec , ze go kocham. ale mysle , ze on o tym wie. z nikim sie tak dobrze nie czuje jak z nim.

 

i tak sie juz razem rozchodzimy i schodzimy od prawie trzech lat.

kocham Cie pancurku.

 

P.S Zyrardow i the bill w planie. bedziemy szczesliwi.

skomentuj | (0)



zabiorę tylko swoją twarz, tam gdzie się ziemia łączy z niebem, więc idę idę idę tam

2010-02-10 | 12:29:40

ja też tam zaraz pobiegnę - zostawię za sobą cień.

 

Ależ jestem nabuzowana. Wiem, że to po-imprezowa adrenalina, po-imprezowy skok, po-imperezowy uśmiech na twarzy. Wiem, że mi to przejdzie w przeciągu tego tygodnia. Ale to nic.

 

Zaczęło się od moich ukochanych, "pierwszych" zielonych żabek. One.. uspokają. wyciszam się. ale  z takim zacięciem "pierdol się". Z takim jakim miałam podejście do życia w wieku 16 lat kiedy mnie judzik zaraził nimi i pistolsami. Później pomyslalam: no to the bill a pozniej farbeni. Zostałam przy the billu, nie mogę się od niego odkleić. i Już nie jestem wyciszona. jestem tak kompletnie (nie wiem jak to nazwac) rozentuzjazmowana? rozkręcona? rozpalona? mieszanina tego wszystkiego. jestem dzisiaj najpiękniejszym obrazem kaca w pracy jaki moglibyście oglądać. przypomnijcie sobie jedna sytuacje, w ktorej wg was wygladalam najladniej. i przemnozcie razy dwa. bo dzisiaj jest Klaudia koncertowa. dzisiaj jest dzien, w ktorym blyszcza mi oczy, tancze, smieje sie, spiewam,. jestem szczesliwa, rozmnazam sie, spiewam jeszcze glosniej i jestem chorobliwie młoda. Dzisiaj wyciekaja ze mnie uczucia, ktorych nie moge nazwac, dzien, w ktorym nie mozesz oderwac ode mnie oczu.  Dzisiaj jest dobry dzien. Dzisiaj nie musze ogladac piotrusia pana. Dzisiaj znowu marzę o śpiewaniu.

 

Mimo ze wiem , ze to adrenalina po imprezie. Że jutro bede wkurwioną i nudną biurwą. Że nic się nie zmieni. Ale dzisiaj jestem tą, w której się w końcu zakochasz. Dzisiaj jestem tą, z którą w końcu będziesz chciał spróbować "czegoś więcej" i poczujesz, że fakt, że do tej pory ze sobą nie jesteśmy to błąd twojego życia. Dzisiaj jestem taka, jaka niedawno byłam codziennie.

 

Ogromne buziaki dla:

Majci

Olci

Marry - nie jestem pancurem. jestem samolotem.'

Pawła. Paweł.

Tomka Swira.

Potwora.

Ernesta. Włochaty. Mentor. no 2. tytuł dożywotni.

 

 

Twój uśmiech to coś o czym dziś marzę, Słonko. Nie zapomnij.

skomentuj | (1)



nie jestem pancurem jestem samolotem.

2010-02-08 | 18:25:23

Miło. sympatycznie. bardzo procentowo.

 

Zawsze jak z nimi gdzieś jestem to piszę. więc piszę.

 

dobrze mi było wczoraj. najlepiej od ostatniego pół roku kiedy wszystko mi sie z nimi wymykało z rąk. a wczoraj bylo idealnie. bylo tak jak bylo wczesniej, zanim zaczelo mi sie wymykac. bylo milo, ogromnie serdecznie i bardzo.... czule.

 

poza tym bylo bardzo pijacko z bardzo zboczonym poczuciem humoru.

 

poza tym zostalam awansowana na "ta druga".

 

poza tym bylo bardzo muzycznie i zimno.

 

a juz tak kompletnie na koncu: ciesze sie, ze moglam was zobaczyc.

 

skomentuj | (2)



oto całe życie gumki, życie gumki babalumki, oto całe życie łoooo łoooooooo

2010-01-30 | 16:17:43

trzeba zniszczyc gumo gumowisko oraz wielkie czarne psisko.

 

refleksja pierwsza: nie jestem już starym pancurem. młodym też nie jestem gwoli ścisłości. będę starym pancurem rokrocznie w okolicach początków sierpnia.

(naszaaa tradycja, to jest, nasza tradycja!)

 

refleksja druga: przeszło mi. obudziłam się, któregoś pięknego dnia i po prostu... ta składnia mnie przerosła. ja wiem, że nie posługuję się piękną literacką polszczyzną i że robię straszne błędy (ciągle nie wiem jak napisać żaden i rzadko) ale posługiwanie się taką składnią to zbrodnia przeciwko narodowi.

(miałem wielki sen, zabiłem lwa, miałem wielki sen, zabiłem ja)

 

refleksja trzecia: redukcja etatów. yay!

(w moim buszu, wielka zwierzyna, w moim buszu jedzenia!)

 

refleksja czwarta: ciągle nie wiem czego chcę od życia

(zamknij zamknij oczy, zamknij oczy i tańcz, zamknij zamnij oczy, zamknij oczy i skacz)

 

refleksja piąta: od 30 dni nie palę

(chcę zaśpiewać pieśń, zaśpiewać pieśń)

 

refleksja szósta: tyję w naprawdę zastraszającym tempie

(mam swój bęben bęben, bęben mój, kiedy walczę walczę ze mną ze mną jest, gdy zwyciężam - śpiewa pieśń!)

 

refleksja siódma: powysyłałam mmsem zdjęcia swoich nowych kubeczków bo nie miałam się komu nimi pochwalić i było mi smutno. ale powysyłałam i się pochwalilam więc nie jest mi już smutno.

(kupiłem sobie sztucznego masła, sztucznego sera i sztucznego ciasta)

 

w każdym nawiasie jest fragment piosenek t.love, które przy pisaniu tej notki leciały na chybił trafił. i kto mówi , że muniek mnie rozumie?

(stoję stoję w dżnugli, dżungli zulu, stoję stoję w dźungli - jestem wielkim guru)

 

bułka bułka moi mili :*:*:*

skomentuj | (0)



on mówi: chodź za mną wiem gdzie iść

2010-01-24 | 18:55:11

jestem zdenerwowana.

 

nie istnieje wiele książek, które czytam dwa razy. do tej pory ostały się tylko trzy: Mistrz i Małgorzata (zaczytana w tej chwili na śmierć - muszę kupić nową. przeczytana zdecydowanie więcej niż raz i więcej niż pozwala na to przyzwoitość), Gdzie twój dom Telemahu (raz zaczytana na śmierć, nabyta nowa i usiłuję ją znowu zamordować. jedna z najpiękniejszych rzeczy mojego dzieciństwa. za ten wspaniały prl-owski slang młodzieży, za swoją ponadczasowość, za góralskie nazewnictwo, za to, że Maciek był chłopcem moich marzeń i od tego zaczęła się moja fascynacja tym imieniem, która tak nie fortunnie się skończyła, za zasady jakie mi wpoiła i za to, że przez chwilę chciałam być leśniczym przy dużej zachęcie ze strony taty) i właśnie pojawiła się trzecia.

 

Zabić Drozda - Harper Lee

 

tzn ja ją kochałam już wtedy jak ją przeczytałam pierwszy raz jako lekturę obowiązkową w gimnazjum. tyle, że nie miałam jej na własność - jedna z nielicznych książek wypożyczonych z biblioteki. zakochałam się w niej wtedy od razu. z książkami jest jak z miłością - smakuję słowa, pierwsze parę stron i już wiem czy coś z tego będzie. może to być zwykła przygoda : poznanie innego świata innego sposobu myślenia, zapachu, innego. jak flirt. kompletnie bez zobowiązań. a może, po paru stronach, zakoczyć. po prostu zaskoczyć. wtedy smakuję słowa, każdą stroną, każde zdanie. smakuję styl pisania, formułowania wypowiedzi, uplecioną fabułę. i taką książką jest Zabić Drozda - od razu wiedziałam. nie wiem czemu tyle czasu zajęło mi zdobycie jej, zwalę więc to na karb wrodzonego lenistwa. pamiętałam jak czytałam ją po raz pierwszy - było już bardzo ciepło, więc pewnie pod koniec roku, drewno oddawało ciepło nagromadzone w ciągu dnia więc u mnie na poddaszu było parno, wiatr delikatnie poruszał firanką a ja leżąc na kocu w pomarańczowo-żółto-czerwone wzory obgryzałam paznokcie. bałam się Dzikiego. i jakoś to we mnie najbardziej utkwiło kompletnie nic innego z fabuły nie zapamiętałam. tylko ten jeszcze trochę dziecinny strach przed Dzikim.

teraz było inaczej. oprócz smakowania każdego zdania, było napięcie - co zdarzy się dalej ? fantastycznie, że nie pamiętałam fabuły. a z niej wyłonił mi się obraz Atticusa przede wszystkim jako najwspanialszego mężczyzny jakiego mogła nosić Matka Ziemia. Na początku zaczęłam żałować , że ja nie miałam takiego taty. a później uświadomiłam sobie, że owszem: mam. że się kłócimy - to prawda. że kiedyś kłóciliśmy się przestraszliwie - również to prawda. prawdą jest również, że mimo , że jestem dorosłą kobietą, samosię utrzymującą i samosię mieszkającą jak mam jakiś dylemat moralny pierwsze co robię to pytam o to taty. czy powinnam postąpić tak - czy tak. czy to jest dobre czy to jest złe. że wie absolutnie wszystko od pięciu języków obcych po uprawę orzeszków arachidowych na zachodniej Syberii. że bije z niego niesamowity spokój i rozwaga - szczególnie gdy w grę wchodzi ocena drugiego człowieka. że zawsze, ZAWSZE, od samego początku, odkąd pamiętam uczył mnie poszanowania dla innego człowieka, niezależnie od jego narodowości czy wyznania. dlatego dla mnie muzłumanin czy żyd jest czymś tak samo normalnym jak katolik. zawsze uczył mnie szacunku dla innych, powściągliwości w kategorycznej ocenie (po to właśnie są słowa "zachowałeś się jak.." a nie "jesteś...) i empatii.

 

Nie wiem , kiedy jest dzień ojca.

ale póki o tym pamiętam, a dzisiaj pamiętam o tym w szczególności, chciałabym powiedzieć: Kocham Cię tato. i dziękuję Ci , że jestem takim człowiekiem jakim jestem.

skomentuj | (0)



.

2010-01-20 | 22:34:49

jednak niebieską. bez pasków. po prostu niebieską. ani ciemną bo będzie wyglądała jak piżama ani jasną bo będzie wyglądała jak piżama.

 

 

po prostu niebieska.

 

pozwólcie mi działać do kurwy nędzy, badać, rozmawiać, poznawać, wyjeżdzać, odczuwać smaki, zapachy przeżywać. gdy się w coś zaangażuje - jestem najlepsza. jestem skrupulatna i pracuje po 22 godziny na dobę. jestem najlepsza. mogę mdleć ze zmęczenia ale i tak jestem najlepsza. kocham to co robię i chcę być wspaniałym etnologiem, prawdziwym, świeżą krwią na miarę malinowskiego. chcę dotknąć innego. nie będę marudzić, będę nosić plecak 2 razy większy ode mnie i iść 30 kilometrów pod górę do tego właśnie jestem stworzona. będę mówić w językach, których nie znam, bo tak właśnie mam. będę znakomitym badaczem. nie podcinajcie mi skrzydeł.

 

i tak wszystko chuj strzelił. bo zapomniałam, że ukraina graniczy z mołdawią. no i co teraz?

skomentuj | (0)



.

2010-01-19 | 04:54:51

z całkowitą pewnością stwierdzam: jestem gotowa. minął rok (z tygodniową przerwą i jednym flirtem) i jestem gotowa. jestem gotowa, na mijanie się z kubkiem kawy w miejscu pracy, nauki, badań naukowych itd itp. ja będę szła z Mają/Olą/Marysią i będziemy obgadywać jego cudowne włosy a on będzie szedł z X/Y/Z i będzie obgadywał moje trudności z dostosowaniem się do "poważnego" związku. będzie ciepło. ale nie gorąco. będzie taki... powiedzmy wczesny maj, późny kwiecień. tak, że ja będę mogła mieć ogromną turkusową chustę w takie dziwne wzorki, którą tak lubię, ukochane czarne balerinki w kwiatki, które próbowałam zgubić ostatni rok i biały dziwny stanik, który może nie jest szczytem seksu ale z nieznanych dla mnie przyczyn jak go zakładam mam elegancję + 10. A on..albo będzie miał niebieską koszulę w białe pionowe pasy albo po prostu będzie taki , jaki mi jeszcze nie przyszedł do głowy ale i tak będzie cudowny. i będzie całował mnie na powitanie w policzek i pachniał przy tym jeszcze pianką do golenia. i jak będę się budzić, on będzie stał na balkonie z parującą kawą, z cudownie rozczochranymi czarnymi włosami, w których będą igrały promyki słońca, w niebieskich bokserkach i białej koszulce. i będzie mnie pytał czemu jestem smutna. nawet jeśli wcale nie będę. i to on będzie chciał się zaangażować się bardziej niż ja. i będzie miał o to predensję. będzie trochę niedomówień - ale tylko trochę, na tyle, żeby moja potrzeba niedomówień była spełniona ale nie przecholowana. a po mieście będzie chodził z książkami pod pachą. i będzie się pięknie uśmiechał, schylając przy tym w głowę. i moje koleżanki będą mi go azdrościć - ale tak bez przesady.

 

nie wiem , czy to ten na zawsze ale to napewno ten na dłużej

 

ja jestem gotowa. a Ty gdzie kurwa jesteś?

skomentuj | (0)



"ona nie może na niego patrzeć, on z nią więcej nie chce gadać"

2010-01-16 | 13:14:44

widziałam się wczoraj z chłopakami. a ja zawsze jak z nimi się widzę to piszę. więc piszę.

 

co mogę powiedzieć..standardowo dwa piwa i standardowo było już ciężko. standardowe powroty do domu, standardowo "do zobaczenia za miesiąc", standardowe plotki. standardowo. tandardowo wypaliłam papierosa po 14 dniach nie palenia. dzisiaj znowu nie palę.

 

to już koniec. bo cały czas myślę, cały czas. bez przerwy. cały czas czuję zapachy. cały czas myślę. to już koniec.

 

dziwnie. mam zrobine włosy, pełny make-up no-make-up, szpilki na codzien i nie palę i nie śmierdzę alkoholem. teraz już naprawdę dziwne. i dziwne jest to, że nie wpadam w ciągi. że jak kończę pić to kończę a nie, że spotykam się z olą o 13 a później całe miasto moje i wracam do domu dnia następnego i to jak mi w tamtą stronę wiatr powieje. czasem za tym tęsknię. za imprezami do nieskończoności i nadużywaniem alkoholu. ale tylko czasem. bardzo rzadko. za pancurzeniem tak - ale za imprezowym stylem życia już mniej. chyba się już wybawiłam. chyba mi teraz dobrze - z tym ani nie jestem abstynentem ani nie nadużywam. chyba się starzeje. ale chyba wyjdzie mi to na dobre. i naprawdę nie odczuwam braku tego tak bardzo jak myslalam.

 

chyba przegięłam pałę. za szybko. za dużo deklaracji z mojej strony. skucha. przykro - naprawdę, naprawdę go lubię. takiego jaki był kiedyś. lubiłam nas, razem, takich jak razem byliśmy. to to już nie to.

 

rany, nie fajnie mi z tym. bardzo mi z tym nie fajnie. to jedna z tych sytuacji w moim zyciu kiedy muszę zagryźć zęby i dojść do wniosku, że trzeba przestać myśleć. to koniec.

skomentuj | (0)



jest w glowie dziki szum...

2010-01-11 | 13:27:54

jestem szczesliwa.

 

tak zupelnie bez powodu. nic sie absolutnie nie wydarzylo. nie poznalam milosci swojego zycia, nie wygralam na loterii i nie znalazlam pieniedzy. jestem po prostu szczesliwa. bez przyczyny. tak po prostu. jestem szczesliwa. usmiecham sie. i jestem dalej szczesliwa. i dzisiaj rano bylam piekna. bez powodu. jestem szczesliwa i juz.

skomentuj | (0)



"twoja energia dzisiaj skaly kruszy, wiec chodz rozpocznijmy 3 czesc podrozy"

2009-12-19 | 01:29:18

nie chcę wstępu tutaj.

chciałabym podsumować mijający rok, podobnie jak w zeszłym.

 

dwoje ludzi "na zawsze" znikło. a mocnym postanowieniem będzie jeszcze jedna osoba. bo albo mi odbiło albo już nie ma o co walczyć. mniejsza. więc troje ludzi "na zawsze" znikło. dwa zauroczenia. dwa uśmiechy. później dwa mini dramaty. jedna depresja. ogromna. największa do tej pory i mam nadzieje ostatnia. parę za ostrych przegięć z używkami. dużo za ostrych. jedna próba odgrzewania starego związku. nie udana oczywiście. jeden oblany rok studiów. parę ran ciętych i szarpanych na ciele (nie specjalnie oczywiście). parę ludzi, którzy nadszarpnęli moje zaufanie. wiele łez. jedno zwolnienie z pracy. z milion rozmów kwalfikacyjnych. rozczarowanie rodziców. złe wyniki rekrutacje na nowe studia. rozczarowanie moje sobą. mój ciągły brak wyboru drogi, którą chcę iść, sposobu na życie celów i marzeń. moja druga porażka w życiu przez poddanie się. morze różnych dziwnych facetów. tony przypałów.

 

dwie wspaniałe dziewczyny, które weszły mojego życia. studia, na których się chyba odnalazłam. woodstock. najróżniejsze stany świadomości z Szatanami i Rembertowem w nocy i nad ranem. moje wspniałe, tylko moje, mieszkanie na końcu świata - a w nim puchaty dywan, kot i wino. skakanie do życia na główkę: Gruzja, Ukraina. dwa nowo odkryte zespoły, bez których nie mogę się dzisiaj obejść. moje imieniny. i moje urodziny. odkrycie, że próba udawania grzecznej dziewczynki daje mi nieszęścia. lato z babcią. rok pełen śmiechu i braku śmiechu z bałtami. nauka mówienia "dość". zauroczenia. i to obłędne, bezpodstawne szczęscie "po". powiśle wiosną. bieganie. moja nauczycielka od litewskiego , z którą plotkowałam całymi godzinami. dziewczynki - po zhpie nic mi nie daje tyle satysfakcji. dorośnięcie do decyzji o braku powrotu do zhpu. parę książek tak wspaniałych, że przewróciły mi w głowie. decyzja abstynencka. brak raka.

 

to był bardzo trudny dla mnie rok. dziękuję wszystkim, którzy go ze mną przetrwali. którzy wysłuchiwali moich smętów. przede wszystkim standardowo: Mai (8 kurwa lat!), Oli, Marysi, Ernestowi, Przemkowi a także Szatanom (Paweł, Potwór, Tomek Świr) i Damianowi Danielowi Dawidowi , który okazał się być tym na "jeden telefon za jeden uśmiech".

 

Chciałabym wam wszystkim życzyć wesołych świąt, pogody ducha, wiary w siebie i lepsze jutro, realizacji wszystkich marzeń, pokończenia wszystkiego czego akurat się uczycie. i żebyście nigdy się nie zmieniali.

 

jako , że moja energia dzisiaj skały kruszy postanowienia noworoczne:

 

1) koniec z MM. Definitywny.

2) przystopowanie z alkoholem.

3) rzucenie papierochów.

4) jazda na żagle (uuu...)

5) brak paniki na ukrainie

6) wrócić do biegania, schudnąć i ogólnie zrobic cos ze swoim ryjem

7) zaliczyć kurwa pierwszy rok

8) przestać przeżywać akcje swojego życia po pijaku. i nie używać wtedy telefonu. NIGDY.

 

i to by było chyba na tyle :)

 

bułka bułka moi mili :*:*

skomentuj | (3)



Menu




Księga gości

Links
Wszyscy oni
Damiś
Wercik
Ania
Jola


Archiwum
2010
  Styczeń
  Luty
  Marzec
2009
  Styczeń
  Luty
  Marzec
  Kwiecień
  Maj
  Czerwiec
  Lipiec
  Sierpień
  Wrzesień
  Październik
  Listopad
  Grudzień
2009
  Styczeń
  Luty
  Marzec
  Kwiecień
  Maj
  Czerwiec
  Lipiec
  Sierpień
  Wrzesień
  Październik
  Listopad
  Grudzień
2008
  Październik
  Listopad
  Grudzień



Odwiedzin: 5095


Blogi Blogx.pl
designed by Paula
źródło Szablony na bloga



Toruń · Muzyka · MP3 · Filmy ·